Second Hand
czyli z drugiej ręki, tania odzież, odzież na wagę, w moich stronach potocznie zwane "lupeksami".
Generalnie wolę inne określenia niż lumpeks, ale jak tam kto woli...
Kiedyś SH był kojarzony z ludźmi ubogimi, żeby nie powiedzieć że to był wstyd chodzić do takich miejsc i kupować ciuchy, a teraz...
No właśnie a teraz??
A teraz jest to jakby TREND.
Wchodzisz (może te rzeczy nie są jakoś pięknie ułożone, może i w niektórych brzydki zapaszek), ale za to jak kupisz stertę ubrań za przykładowo 20 zł. to aż sama gęba się cieszy :)
Moja mama jest mistrzynią w łowieniu "szmatek" za złotówkę i co całkiem fajnych szmatek.
Wiem że nie można ich od razu założyć jak tych ze sklepu (bo wypada je najpierw wyprać) ale ile to włożyć do pralki i powiesić.
"Beśka" bo tak Młody mówi na moja mamę upolowała mu dwie pary dresów z KappAhl za złotówkę i dresiki w extra stanie :)
Ja kiedyś upolowałam sobie extra jeansy z takimi a'la dziurami, były świetne i powiem Wam że nikt takich nie miał i każdego kogo mijałam odwracali się za mną ;)
Albo spódniczkę nowiutką z H&M bo miała metkę za 10 zł.
Na początku przerażała mnie myśl kopania w tych koszach, ten zapach i myśl kto w tym chodził...
ale przecież jak tez niektóre swoje rzeczy komuś oddaje i ten ktoś też może mieć takie odczucie.
.png)
Idąc do sklepu za koszulkę dla dzieci musimy zapłacić ok. 20 zł. a w SH możemy mieć za 1 zł., spodnie w sieciówkach ok. 40 zł. nie każdego stać żeby cały czas kupować w sklepach nową odzież bo - takie czasy i nic nie zrobimy.
Dlatego nie bójmy się wchodzić do SH i kopać w ciuchach bo to jest kopalnia mody, zarówno dla naszych dzieci jak i dla Nas rodziców.
Także do boju ruszamy i szturmujemy na Second Handy :D
.png)
